Piękna, sierpniowa niedziela. Słońce świeci, na termometrach ok. 30 stopni Celsjusza, a my utknęliśmy z naszym, rzadko spotykanym, wolnym czasem w niewielkim mieszkaniu, w jednym z białostockich bloków. Decyzja była spontaniczna i z gatunku tych jedynych słusznych – jedziemy na wycieczkę. Kierunek – Wzgórza Świętojańskie.
Ta wyprawa była pewnym wyzwaniem. Aby wyruszyć na szlak, musieliśmy najpierw pokonać ponad 20 km autem, z Białegostoku do miejscowości Królowy Most (tak, to ten Królowy Most, znany z filmów z serii „U Pana Boga…” w reż. Jacka Bromskiego). Nasz samochód był tymczasem z wizytą u Gabrysia (Gabriel Garage) – najlepszego mechanika w mieście, a my mieliśmy do dyspozycji, pożyczonego od Miśka taty, punciaka-seniora, który o luksusie zwanym klimatyzacją nigdy nie słyszał. Któż by się tym jednak przejmował? Doszliśmy do wniosku, że skoro sam Robert Makłowicz może śmigać po dalmatyńskich drogach fiatem pandą bez klimy, to my po podlaskich damy radę fiatem punto. Grande punto.
Spakowaliśmy wodę, wskoczyliśmy w sportowe ciuchy i niecałe pół godziny później parkowaliśmy przy tablicy informacyjnej, ustawionej przy szutrowej drodze, prowadzącej na… cmentarz w Królowym Moście. Z informacji, umieszczonych na wspomnianej tablicy, wynikało, że wybrana przez nas trasa jest fragmentem, liczącej 72 km, Ścieżki Szlakiem Powstania Styczniowego Puszczy Knyszyńskiej.
Naszym punktem docelowym była wieża widokowa, znajdująca się na Górze Kopnej, ale… uwaga! Na mapach Google i tablicach ta sama wieża oznaczana bywa również jako wieża widokowa na Górze św. Anny – nie dajcie się więc zwieść. To dokładnie to samo miejsce. Ważne – można też do niej dotrzeć inną drogą, od strony miejscowości Kołodno.
Wedle oznaczeń, do przejścia mieliśmy ok. 3 km. Pierwsze metry wędrówki nie zrobiły na nas wrażenia, podążaliśmy szutrówką, mijając po prawej prawosławny cmentarz. Niebawem pojawiła się kolejna tablica, a ścieżka skręciła w lewo, pnąc się przez chwilę w górę, tuż obok drucianego ogrodzenia.



Ten pierwszy fragment, to najostrzejsze podejście, ale jeśli nie jesteście osobami z ograniczeniami ruchowymi, to nawet będąc w mocno średniej formie, powinniście sobie poradzić. Później robi się płasko i większość trasy pokonujecie komfortowo, idąc przez las – co w upale miało znaczenie.
Trasa jest na tyle łatwa, że o ile jest sucho, nie musicie mieć nawet butów trekkingowych, wystarczy zwykłe sportowe obuwie typu „adidasy” – japonek niezmiennie nie polecamy.



Po dłuższym spacerku, dotarliśmy do Góry św. Anny i tajemniczej mogiły Powstańców Styczniowych. Na kamieniu, wyryty na tabliczce został napis: „90-ciu w 1863 r. oddało życie za Polskę”, ale z informacji znajdujących się na stojącej nieopodal tablicy wynika, że choć w okolicy Królowego Mostu, w pobliżu wsi Kołodno doszło do potyczki, w trakcie której do niewoli trafiło 90 Polaków, a jeńcy mieli zostać straceni i pochowani na wzgórzu, mogiła na Górze św. Anny nie jest związana z tymi wydarzeniami. Pomyłka wiąże się natomiast ze zbieżnością nazw – jest inny Królowy Most (nie mogliśmy znaleźć na mapie) i miejscowość Kołodne, dziś leżąca za naszą wschodnią granicą (całkiem niedaleko, na Białorusi). Tak czy inaczej, hołd Powstańcom Styczniowym, oddawany jest w tym miejscu do dziś.



Stąd już tylko rzut beretem do wieży widokowej na Górze Kopnej, skąd roztacza się widok na Wzgórza Świętojańskie – pasmo najwyższych wzgórz morenowych w Puszczy Knyszyńskiej. Rzeźbę tego terenu ukształtowały 160-180 tys. lat temu, wody z topniejącego lodowca. Góra Kopna jest jednym z najwyższych wzniesień tego terenu – szalone 211 m n.p.m.
Obok wieży widokowej znajduje się wiata, pod którą możecie zjeść posiłek. Jest też miejsce dla rowerów, bo szlak oznaczony jest jako pieszy i rowerowy.










Po obejrzeniu widoczków mogliśmy kontynuować wycieczkę, podążając dalej szlakiem, ale chcąc dotrzeć do miejsca, gdzie zostawiliśmy auto, spory kawałek musielibyśmy przejść asfaltem, dlatego wróciliśmy tą samą trasą.
Wyprawę na wieżę widokową na Wzgórzach Świętojańskich polecamy tym wszystkim, którzy lubią kontakt z naturą lub potrzebują przewietrzyć głowę – jeśli mieszkacie w Białymstoku i dysponujecie autem, to tę trasę możecie spokojnie „zrobić” latem nawet po południu, gdy dzień jest wystarczająco długi, by w połowie wędrówki nie zastał Was mrok. To idealny wybór dla rodzin z dziećmi (o ile nie wieziecie brzdąca w wózku) i dla tych, którzy nie grzeszą kondycją górskiej kozicy.
A w drodze powrotnej, warto zatrzymać się choć na chwilę w Królowym Moście, by obejrzeć zabytkową cerkiew św. Anny – dość nietypową, jak na Podlasie, bo tu najczęściej zobaczyć można cerkwie drewniane. Ta natomiast zbudowana została z kamienia i cegieł. Powstała przed 1939 rokiem. Nie dane nam było zobaczyć wnętrza świątyni, ale jej bryła i tak zrobiła na nas wrażenie. Wrażliwym na architekturę – gorąco polecamy.



