Podczas naszej ostatniej podróży do Słowenii, staraliśmy się – oprócz znanych turystycznych atrakcji – zobaczyć mniej komercyjne oblicze tego niewielkiego kraju. Wsłuchując się w polecenia „lokalsów”, wybraliśmy się na trekking do rezerwatu przyrody Veli Badin, gdzie znajdują się wyjątkowe formacje skalne, zwane „Uszami Istrii”.
Słowenia słynie z zachwycającej przyrody. Część tego naturalnego bogactwa, Słoweńcy przekształcili w turystyczne atrakcje jak np. wąwóz Tolmin, jaskinia Postojna czy jezioro Bled. Są jednak takie miejsca, których nie znajdziecie na listach „TOP 10 do zobaczenia w Słowenii”, znacznie rzadziej odwiedzane, znacznie bardziej dzikie, lecz nadal potrafiące wprawić w zdumienie swoim pięknem, majestatem i wyjątkowością. O takim właśnie miejscu opowiedział nam jeden z pracowników muzeum morskiego Izolana (w Izoli). To, znajdujący się niedaleko granicy z Chorwacją, Veli Badin – cud natury słoweńskiej Istrii. W dodatku dostępny bezpłatnie.
Trekking do „Uszu Istrii”, ścieżką z miejscowości Sočerga, nie jest wymagający (o ile nie jesteście osobami z ograniczeniami ruchowymi lub o ile nie panuje właśnie niemiłosierna spiekota). Wybrany przez nas szlak, liczący ok. 4,5 km, zakładał start z parkingu (polnego 🙂 ) przy kościele św. Kvirika i powrót (częściowo tą samą drogą) w to samo miejsce.
Pogoda mocno dawała się we znaki – było gorąco i potwornie parno. Początek trasy nie zachwycał – wiódł przez… łąkę. Dopiero po chwili trawa ustąpiła skałom – klucząc nieco między głazami, by wspiąć się na grzbiet, z którego roztaczały się piękne widoki na zieloną dolinę i okoliczne wzgórza.







W pewnym momencie ścieżka się rozgałęziała – ta po prawej prowadziła nadal grzbietem, ta po lewej – schodziła nieco w dół i wiodła przez las. My wybraliśmy opcję pierwszą. I tu warto zaznaczyć, że szlak wiodący grzbietem jest bardziej wymagający, porowate skały są ostre, łatwo o potknięcie jeśli nieuważnie postawimy stopę – przyznaję, podziękowałam sobie w duchu za buty trekkingowe, sięgające za kostkę.




Po kilku minutach dalszej wędrówki zaczęłam się zastanawiać czy aby nie zabłądziliśmy – według naszych obliczeń i wskazań Google Maps powinniśmy być na miejscu, nadal jednak nie widzieliśmy słynnych „skalnych schronów”. Zagadka rozwiązała się chwilę później, gdy szlak zaczął schodzić niżej, a naszym oczom ukazał się naturalny, kamienny most oraz zapierające dech w piersiach „Uszy Istrii” – okazało się, że ścieżka, którą wybraliśmy znajdowała się… nad formacjami skalnymi, krótko mówiąc – szliśmy po ich „dachu”, nie zdając sobie z tego sprawy.
To, jak wyjątkowe jest to miejsce, poczuliśmy wdrapując się do jednego ze „schronów”, gdzie zatrzymaliśmy się na krótki postój, by nieco się posilić, nawodnić, rozejrzeć po wnętrzu i napaść oczy piękną panoramą.
Skały ukształtowała woda, spływająca z góry, wewnątrz można zobaczyć stalaktyty, a gdzieniegdzie również zaczątki stalagmitów. Panuje tam specyficzny mikroklimat – idealny dla zagrożonych gatunków ptaków, takich jak jaskółka rudawa czy jerzyk alpejski. Właśnie z tego powodu Veli Badin został obszarem Natura 2000.






Przez całą drogę spotkaliśmy zaledwie dwie inne pary – było cicho, spokojnie, bez tłumów turystów. Idealne miejsce do obcowania z przyrodą i odpoczynku od miejskiego zgiełku.
W drogę powrotną ruszyliśmy ścieżką przez las – dokładnie tą, z której zrezygnowaliśmy, wchodząc na górę. Okazała się być znacznie łatwiejsza, a cień rzucany przez drzewa, pozwalał nieco odetchnąć. Tak więc część trasy stanowiła „pętelkę”, a część pokrywała się z tą, którą przemierzaliśmy wcześniej. Finalnie dotarliśmy do parkingu, na którym zostawiliśmy auto.
Jeśli macie w planach urlop w Słowenii, ale turystyczne miejsca Was męczą, warto rozejrzeć się za alternatywą dla tych najbardziej obleganych atrakcji. Pytajcie „lokalsów” – zazwyczaj chętnie podpowiadają co ciekawego do zobaczenia jest w ich najbliższej okolicy – a jak się przekonaliśmy, wielu z tych poleceń nie znajdziecie w polskojęzycznych przewodnikach.

Fot. Andrzej Androsiuk
Informacje o Veli Badin znajdziesz tutaj: